PATRON

Zdjęcie Janusza "Kusego" Kusocińskiego uzyskane dzięki uprzejmości Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.

Osiągnięcia sportowe Janusza Kusocińskiego:

  1. złoty medal w biegu na 10000 m na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w 1932 r. w Los Angeles,
  2. rekordy świata na 3000 m (19 czerwca 1932, 8.18.8 min.) i 4 mile (30 czerwca 1932r., 19.02.6 min.), 
  3. II miejsce w biegu na 5000 m na Mistrzostwach Europy w 1934r., 
  4. V miejsce w biegu na 1500 m na Mistrzostwach Europy w 1934r., 
  5. 25 rekordów Polski na różnych dystansach;
     - I miejsce w biegu na 1500 m na Mistrzostwach Polski w 1930r. i 1931r., 
     - I miejsce w biegu na 5000 m na Mistrzostwach Polski w 1928r., 1930r. i 1931r., 
     - I miejsce w biegu na 10000 m na Mistrzostwach Polski w 1939r., 
     - I miejsce w biegu na 800 m na Mistrzostwach Polski w 1932r.,
     - I miejsce w biegach przełajowych w 1928r., 1930r. i 1931r.. 

Dla uczczenia jego pamięci od 1954r. rozgrywane są zawody lekkoatletyczne o nazwie "Memoriał Kusocińskiego". 
Od 1975r. przyznawana jest też Nagroda im. Kusocińskiego za wybitne osiągnięcia sportowe, zawodowe i działalność społeczną (pierwszym laureatem był Stanisław Marusarz pseud. Dziadek). 

Czy wiesz, że:
Janusz Kusociński był wynalazcą tak zwanej interwałowej metody treningowej, stosowanej później przez wielu innych długodystansowców świata? Polega ona na przemiennym bieganiu szybko i wolno.

NASZ PATRON - JANUSZ KUSOCIŃSKI 

(1907-1940)

Janusz Kusociński („Kusy”) urodził się 15 stycznia 1907 roku w Warszawie. Rodzice - Klemens i Zofia (ze Śmiechowskich) Kusocińscy z półrocznym synkiem przeprowadzili się do podwarszawskiej wsi Ołtarzewo, niedaleko Ożarowa, gdzie Janusz spędził dzieciństwo. Pan Klemens, po śmierci dwóch synów pragnął dać najmłodszemu odpowiednie wykształcenie i był zdecydowanym przeciwnikiem sportu. Podobnie mama, pani Zofia, jakkolwiek cieszyła się, że syn rośnie zdrowo i rozwija się dobrze, to nie rozumiała, po co mu sport. 

Janusz skończył szkołę podstawową nr 129 w Warszawie, a potem decyzją ojca rozpoczął naukę w Państwowej Średniej Szkole Ogrodniczej. Nie za bardzo lubił się uczyć, a sport wciągał go i pochłonął bez reszty. Będąc dzieckiem grywał chętnie w palanta, bardzo popularną grę w latach dwudziestych. Później porzucił tą grę dla piłki nożnej. Koniecznie chciał zostać piłkarzem. Wstąpił do klubu „Sarmata” i tam grywał w ataku, wyróżniając się ambicją i niezwykłymi umiejętnościami. Niestety zespół „Sarmaty” był w tym okresie słaby. Nie osiągał dobrych rezultatów ze znanymi drużynami. To zniechęcało Kusocińskiego i przystąpił do klubu „Warszawianka”. Któregoś dnia przyszedł na zawody organizowane z okazji święta sportu robotniczego. Właśnie miały startować sztafety. W jednej z nich zabrakło zawodnika. Zwrócono się do Kusocińskiego. Dał się namówić, pobiegł i … sztafeta wygrała. Tak w 1925 roku zaczął karierę biegacza, choć upłynęło jeszcze wiele czasu, zanim stał się zawodnikiem znanym na wszystkich bieżniach świata. Wtedy nie traktował biegów jeszcze zbyt poważnie. Wygrywał wprawdzie często w lokalnych zawodach, ale nadal marzył o sławie piłkarza. Na szczęście został przy biegach. 

Przełomowy w karierze Kusocińskiego był rok 1927. Ten rok – jak sam później wspominał – otworzył nowy okres jego życia. Kusociński przeniósł się do Klubu Sportowego „Warszawianka”, w którym istniała silna selekcja lekkoatletyczna. Miał teraz, gdzie zasięgać rady. Poznał też zasady racjonalnego treningu. Trenował go Klumberg, znany przed wojną trener estoński. Kusocińskiego charakteryzowała ogromna pasja i ambicja. Z niezwykłym uporem potrafił dążyć do zamierzonego celu, pokonywał ból, słabości i wszystkie trudności, aby tylko osiągnąć zwycięstwo. Kusociński robił postępy, uzyskiwał coraz lepsze wyniki.

Jego ambicją było zakwalifikowanie się do drużyny olimpijskiej, która miała startować w Amsterdamie. Niestety, nie udało się. W czasie eliminacji przedolimpijskich nie uzyskał wyniku uprawniającego do wyjazdu i zmagania olimpijczyków mógł śledzić tylko z doniesień prasowych. Z tym większa ambicją i zaciekłością podjął trening. W 1928 roku, mimo, że nie pojechał do Amsterdamu, uzyskał dwa duże sukcesy: ukończył szkołę ogrodniczą i zdobył po raz pierwszy tytuł mistrza Polski. Mistrzostwa odbyły się w Krakowie. Tam Kusociński zajął pierwsze miejsce w biegu na 5000 metrów, w czasie 15.41,0 min. oraz wygrał bieg na przełaj na dystansie około 9 kilometrów. Teraz niemal z miesiąca na miesiąc poprawiał wyniki, bijąc na wielu dystansach rekordy Polski. Znały go już stadiony Europy, a w tym czasie na długich dystansach liczyli się tylko biegacze europejscy. 

Początek lat trzydziestych, to okres słynnych pojedynków Kusocińskiego z biegaczami fińskimi, którzy wówczas królowali na średnich i długich dystansach. Tylko jeden Paavo Nurmi, mistrz nad mistrzami, „król długich dystansów”, nie zanotował porażki z Kusocińskim. Gdy do walki z Polakiem stawali inni Finowie, wynik biegu był zawsze sprawą otwartą. Raz z resztą Polak był bliski zwycięstwa nawet nad Nurmim. Działo się to na bieżni w Królewskiej Hucie, dziś jednej z dzielnic Chorzowa. Kusociński zameldował się wówczas na mecie w tym samym czasie, co fiński mistrz, lecz Nurmi był o pierś lepszy. Janusz Kusociński niezwykle intensywnie pracował nad uzyskaniem wysokiej formy sportowej. Imponował wytrwałością i ambicją, był chyba pierwszym na świecie biegaczem, który trenował dwa razy dziennie. I ta właśnie pracowitość przyniosła mu sukcesy.

Zbliżał się rok 1932, a wraz z nim Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles. W tym okresie Kusociński był w znakomitej formie, toteż polscy miłośnicy sportu wiele od niego oczekiwali. Tuż przed Igrzyskami Polak wyjechał do Finlandii, gdzie zmierzył się z najlepszymi biegaczami tego kraju. W „jaskini lwa” chciał poznać wartość swoich przyszłych olimpijskich rywali, chciał osobiście sprawdzić, w jakiej są formie. Okazało się wówczas, że Finowie niezwykle starannie przygotowywali się do występu w Los Angeles.

Nie ukrywali zresztą, że liczą na złote medale we wszystkich biegach długich i średnich. Ich optymizm wydawał się uzasadniony, tym bardziej, że w Aabo Kusociński przegrał z Virtanenem. Fin, mimo zwycięstwa, docenił klasę Polaka i oświadczył mu po biegu „Niech się pan nie martwi, jeszcze nie raz na bieżni będzie pan miał okazję ze mną wygrać”. Te słowa miały się sprawdzić, już w najbliższej przyszłości i to w najważniejszej dla każdego sportowca imprezie.

W Los Angeles w 1932 r. startowała bardzo skromna, zaledwie 20-osobowa ekipa polska. Było w niej czterech lekkoatletów i trzy lekkoatletki. Koronną konkurencją lekkoatletyczną był bieg na 10 000 m, w której wystąpiło 17 zawodników, a wśród nich Kusociński i dwaj najlepsi Finowie: Virtanena i Iso-Hollo. Między nimi rozegrała się walka o zwycięstwo. Podczas tego biegu Kusociński musiał pokonać nie tylko Fina ISO-Hollo, ale i ból krwawiących stóp, bo nie tylko nie był przyzwyczajony do biegania po twardej nawierzchni bieżni stadionu olimpijskiego, ale nie miał odpowiedniego obuwia. Janusz Kusociński uzyskał w tym biegu czas 30.11,4 min. Był to nowy rekord olimpijski. Pobił go dopiero Emil Zapotek na Igrzyskach w Londynie w 1948 roku. Zwycięstwo naszego reprezentanta odbiło się szerokim echem wśród Polonii amerykańskiej, która zgotowała mistrzowi olimpijskiemu serdeczną owację. Otoczyła go też troskliwą opieką przez cały czas pobytu polskiej ekipy w Stanach Zjednoczonych. 

Entuzjastyczne przyjęcie oczekiwało również Kusocińskiego w kraju. Stał się jednym z najpopularniejszych ludzi w Polsce. Następne lata umacniają sportową sławę Janusza Kusocińskiego. Startuje często i coraz mniej spotyka rywali dorównujących mu klasą. W sportowym świecie nazywają go „pogromcą Finów”, bo przecież w Los Angeles po raz pierwszy została przełamana hegemonia fińskich biegaczy. 

Na kolejne Igrzyska – do Berlina w 1936 r. – Janusz Kusociński wyjeżdża jednak tylko w roli widza i sprawozdawcy sportowego. Dwa lata wcześniej uległ kontuzji i musiał się poddać ciężkiej operacji. Żal, że nie może występować był dla niego tym większy, że Finowie nie mając innego niż on przeciwnika, znowu zaczęli dominować w biegach. Jednak nie tracił nadziei, że wróci na bieżnię już na igrzyska w Helsinkach w 1940 r. Innego zdania byli najlepsi lekarze. Twierdzili, że kontuzja była zbyt poważna i operacja zbyt ciężka, żeby Kusociński mógł jeszcze kiedykolwiek biegać wyczynowo. Nie wzięli oni jednak pod uwagę niesamowitej siły woli, ambicji i wytrwałości biegacza. Podczas leczenia kontuzji, miał czas na podsumowanie dotychczasowego, swojego życia. Zrozumiał, że w życiu ważna jest także wiedza i wykształcenie. Dlatego w 1935 r. postanowił wstąpić, jako wolny słuchacz na studia w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego w Warszawie. Kilka miesięcy później eksternistycznie uzyskał świadectwo maturalne, co pozwoliło mu ukończyć w 1938 r. studia. 

Przygotowując się do Igrzysk w Helsinkach Kusociński szczególnie ćwiczył kontuzjowaną nogę. Jego samozaparcie i determinacja spowodowały, że nie tylko wrócił na bieżnię, ale i znów zaczął zwyciężać. Wbrew przewidywaniom, uzyskał tak wysoką formę, że w lipcu 1939 r. zdobył tytuł mistrza Polski w biegu na 5000 m uzyskując czas 14.24,2 min. Był to rezultat lepszy od rekordu, ustanowionego przez Nojego podczas Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936 r., w których nie brał udziału ze względu na skutki kontuzji. Kusociński stał się znowu wielkim biegaczem. On i wszyscy jego zwolennicy byli głęboko przekonani i pewni, że w Helsinkach w 1940 r. sięgnie po złote medale. 

Nadszedł jednak wrzesień 1939 r. i wybuch II wojny światowej. Do walki z niemieckim okupantem stanęli również sportowcy. Kusociński zgłosił się na ochotnika do wojska, mimo iż po kontuzji i operacji wpisano mu kategorię D, co znaczyło, że nie nadaje się do czynnej służby wojskowej. Najpierw nie chciano go przyjąć, ale jego upór i chęć walki spowodowały, że został przydzielony do kompanii karabinów maszynowych II batalionu 360 pułku piechoty. Walczył w obronie Warszawy. Tam został dwukrotnie ranny i ostatecznie znalazł się w szpitalu. Po zaleczeniu ran i powrocie ze szpitala Kusociński został kelnerem w otwartym w Warszawie lokalu „Pod Kogutem – Gospoda Sportowców”. Było to miejsce spotkań polskich sportowców i działaczy. Tam też Kusociński zajmował się dostarczaniem tajnej prasy, a także pragnął zorganizować wśród kolegów sportowców komórkę Związku Walki Zbrojnej.

26 marca 1940 r. w bramie swojego domu został aresztowany przez gestapowców i przewieziony do więzienia na Mokotowie. Tam bito go i katowano, ale on nie wydał nikogo. Potem Kusociński przebywał również na Pawiaku, ale najdłużej w więzieniu przy Alei Szucha. Przesłuchiwano go kilka razy dziennie przy akompaniamencie krzyków i bestialskiego bicia. Współtowarzysze niewoli, którzy go wtedy widzieli opowiadali później, że wyglądał jak „zgrzybiały” starzec, tak był wyczerpany. W dniu 21 czerwca 1940 r. został wywieziony z Pawiaka i rozstrzelany w Palmirach. Tam też znajduje się jego grób.